Wielkanoc

Tekst kazalny: List Św. Pawła do Kolosan 3, 1-4:
A tak, jeśliście wzbudzeni z Chrystusem, tego co w górze szukajcie, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej; O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi. Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu; Gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z nim w chwale.

Zgromadzeni w imieniu Pańskim w kościele w i w domach!

Mój rodzony brat, który zwykle mieszka w Irlandii ale utknął ostatnio w Polsce, komentując wydarzenia ostatnich tygodni i nie chodzi tu tylko o epidemię, powiedział: Artur wytłumacz mi co się tu dzieje, mam wrażenie, że to tylko jakiś zły sen. Jak to jest, że nie mogę się z niego obudzić?

Świętujemy dziś wzbudzenie z martwych Jezusa Chrystusa, dajemy wyraz radości, że Bóg przerwał sen śmierci swojego Syna. Przypominamy sobie, ożywiamy nadzieję, że nic co złe, nie jest na zawsze. A zanurzenie w śmierć, jak w sen, zostanie przerwane.

Apostoł Paweł pisze: „Jeśli jesteście wzbudzeni z Chrystusem”, w Biblii Ekumenicznej: „Jeśli razem z Chrystusem zostaliście wskrzeszeni”, to zostajemy postawieni w innej sytuacji wobec snu, wobec wydarzeń, wobec śmierci. Stoimy wobec pytania kim się stajemy, kim jesteśmy, jeśli wierzymy w Zmartwychwstanie Jezusa. Co dzieję się z nami, jeśli jesteśmy wzbudzeni, wskrzeszeni, żyjący.
Kiedy byłem w szkole podstawowej moja mama, zawsze kiedy wychodziliśmy do kościoła, kazała mi zakładać eleganckie buty, inne niż zwykłe codzienne i niestety wtedy, w tamtych czasach, z raczej wyższymi obcasami. Nie lubiłem tego i choć mogłem znaleźć tysiąc argumentów, żeby iść w zwyczajnych, wygodnych butach, to wystarczyło spojrzenie mamy i wszystko miało być jak należy, także odświętne buty. Po latach mogę powiedzieć, że nie chodziło wtedy tylko o posłuszeństwo wobec rodziców, nawet o umiejętność ubierania się na wyjątkowe okazje, ale chcąc, nie chcąc reprezentowałem wtedy rodziców. Chcąc, nie chcąc pokazywałem wtedy, kim jestem.

Czy mamy trzymać się przygnębiającego powszedniego dnia codziennego ogarniającego i naszą duszę? Czy mamy czuć się jak otumanieni, jak w złym śnie? Czy mamy chodzić w życiu w zakurzonych, chociaż wygodnych butach? A może jesteśmy kimś więcej, a może właśnie wiara w Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa daje nam prawo i predyspozycje, by wstać ze snu, odświętnie, świeżo, z życiem, z nadzieją patrzeć na codzienność ? Można przecież za św. Pawłem powiedzieć, że mamy wszystko, by być kimś, by reprezentować kogoś więcej i coś więcej niż daje na co dzień świat. Paweł pisze: z Chrystusem zostaliście wskrzeszeni, wasze życie z Chrystusem jest ukryte w Bogu, Chrystus jest waszym życiem…

Jeśli wierzysz, jeśli czujesz, wiesz i nadal chcesz świętować Zmartwychwstanie Jezusa, to Bóg wzbudził Cię z martwych, doświadczasz wskrzeszenia, powstawania ze złego snu, do życia niezwykłego. I tutaj nie rytuał, nie stopnie świadomości, nie prawne reguły uczynią ci dostęp do świadomego, świętego życia.
To Jeden. Jeden za wszystkich. Jego poświęcenie. Pierwszy z umarłych, wzbudzony z władzy śmierci. Jezus, który żyje! Ty z nim żyjesz!

Aby żyć, trzeba umrzeć. Trzeba zostawić, to co utrzymuje nas w tym złym śnie. Skoro mamy szukać tego na górze, to inaczej spojrzymy na to co się tutaj dzieje…
Przecież „umarliśmy”… a nasza tożsamość, to kim jesteśmy ukryte jest w Bogu.

Czy to kim jestem, jak bardzo jestem, bierze się z tego, mam?
Czy to kim jestem, jak bardzo jestem, widać po moim wyglądzie?
Czy moje ja bierze się z tego jakie mam pochodzenie i przeszłość?
Czy moje ja jest wtedy, gdy należę do określonego środowiska i mam pewien zasób kultury?

Wydaje się, że apostoł Paweł dość jasno nam to komunikuje, tak jakby budzi w nas tego nowego człowieka, który z wiary w Zmartwychwstanie i Zmartwychwstałego, jak to śpiewamy w jednej ze starych pieśni: ”powstajemy ze snu grzebowego”.

Pewnych rzeczy się nie wybiera ale są sprawy, dla których trzeba niejako „umrzeć”, pozostawić za sobą, by żyć, by budzić się do życia, do nadziei. Na pewno jedną z takich spraw jest grzech, nie warto wracać do tego oddala nas od Boga, niszczy pokój, zniechęca do dobra. Czas „umrzeć” dla grzechu, skoro za nasz grzech umarł Jezus. Może warto „umrzeć” dla takiego myślenia, że mieć to być? Czy nie warto pozbyć się myśli, że to najlepszy ze światów, jaki mógł się wydarzyć?

Czasami chodzę na mecze piłki nożnej, żeby była jasność, chodzę dla widowiska sportowego, zdarza się, że na murawie stadionu panuje senna atmosfera a z trybun słychać ciężkie słowa, narzekające na widzianą rzeczywistość. To dość przygnębiające, ale niech tylko zdarzy jakaś składna akcja, sytuacja podbramkowa a czasem zdobyty gol. Wtedy wszystko się ożywia, wtedy kipią emocje, jakby wszystko natychmiast ożyło. To fascynujące i zastanawiające zarazem.
Mamy tylu reprezentujących Chrystusa Jezusa, tylu których tożsamość budowana jest w Bogu a wielu zachowuje się, jak znudzona publiczność, ożywiająca się, od czasu do czasu.
Jakiego trzeba budzika? Czy musi to być czas zarazy, nieszczęścia, cierpienia?

„Obudź się, który śpisz i powstań z martwych a zajaśnieje ci Chrystus”
List Św. Pawła do Efezjan 5, 14b

Amen

Ks. Artur Woltman

Kazanie – ks. Artur Woltman

Nagranie można również obejrzeć na YouTube.