Rozważanie:   poprzednie  następne    lista

Kazanie na Wielki Piątek

Tekst kazalny: List do Hebrajczyków 9, 15.26b-28:
I dlatego jest On pośrednikiem nowego przymierza, ażeby gdy poniesiona została śmierć dla odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są powołani, otrzymali obiecane dziedzictwo wieczne.
Ale obecnie objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie.
A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd,
Tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują.

Drogi zborze! Nasze dzisiejsze wielkopiątkowe, popołudniowe nabożeństwo posiada charakter wyjątkowy. Z ewangelii dowiadujemy się bowiem, że Pan Jezus umarł na krzyżu właśnie popołudniu, około godziny piętnastej. Co więcej, wielu badaczy przyjmuje za bardzo prawdopodobną datę śmierci Jezusa 7 kwietnia. A więc dziś znajdujemy się w przeddzień tego wielkiego wydarzenia. Dziś możemy poczuć się szczególnie blisko Golgoty i Chrystusowego krzyża.

Wspominamy dziś ostatni dzień ziemskiego, cielesnego życia naszego Zbawiciela.

Ostatni dzień z czyjegoś życia... Jakie uczucia, jakie myśli wywołują w nas takie słowa? Myślenie o ostatnim dniu z czyjegoś życia, szczególnie z życia osób nam bliskich, a przynajmniej znajomych, nie jest łatwe. Takie wspomnienie rodzi w nas wiele różnych odczuć, rodzi niejednokrotnie wiele różnych pytań. Takim wspomnieniom często towarzyszy ból, rozpacz, poczucie straty, pustki. Poczucie, że w takich wydarzeniach spotykamy się nieuchronnie z tym, co dla nas stanowi wielką tajemnicę, wobec czego jesteśmy bezradni i bezsilni, wobec czego pozostaje nam jedynie głęboko skłonić głowę i zamilknąć.

Z pewnością też niekiedy zastanawiamy się nad naszym własnym ostatnim dniem. Myślimy o tym, kiedy on nastąpi, w jakich okolicznościach, co będzie z nami się wtedy działo, dokąd powędrujemy... Wyobrażenie o naszym własnym ostatnim dniu też rodzi w nas wiele znaków zapytania, obaw, a nawet lęków. Nie wiemy, w jaki sposób ze śmiercią zmierzyć się będziemy musieli. Są ludzie, którzy chcieliby umrzeć szybko, nie mając czasu na jakiekolwiek zastanowienie. Są ludzie, którzy na spotkanie z Bogiem chcieliby udać się w sposób całkowicie świadomy i przygotowany. Wielu marzy o śmierci spokojnej. Chcieliby umrzeć - by tak powiedzieć na sposób biblijny - syci swych lat, w poczuciu zadowolenia ze swego życia, w poczuciu, że dobrze wykorzystali ten Boży dar.

Gdy myślimy o naszym ostatnim dniu, to chyba najbardziej boimy się umierania w cierpieniu, które może być przecież bardzo długie. Boimy się umierania w samotności, która może być przecież przerażająca. Boimy się umierania w zapomnieniu, którego przecież możemy doświadczyć. Boimy się umierania w odrzuceniu, które też może nas przecież spotkać.

Możemy więc powiedzieć, że boimy się dokładnie tego wszystkiego, czego w swoim ostatnim dniu doświadczył Jezus. Śmierć naszego Zbawiciela jest - moglibyśmy powiedzieć - jaskrawym zaprzeczeniem jakichkolwiek naszych pozytywnych wyobrażeń o naszym odejściu ze świata.

Na Golgocie, a nawet już wcześniej, począwszy od aresztowania na Górze Oliwnej, jak w soczewce skupiły się przenikliwy, niewyobrażalny ból fizyczny i psychiczny, samotność, odrzucenie i porzucenie, wielogodzinne cierpienie i agonia, niemoc, bezradność, rozpacz. Na wzgórzu Trupiej Czaszki zatriumfowały ciemność i zło całego świata.

Śmierć ukazała tam jedno ze swych najbardziej przerażających oblicz. Bo - jeśli w ogóle możemy tak powiedzieć - to nie samo ukrzyżowanie było najgorsze i zazwyczaj nie było przyczyną śmierci. Człowiek wiszący na krzyżu umierał na skutek uduszenia się. Umierał długo, męczył się, przeciwstawiał się śmierci i walczył o życie dopóty, dopóki posłuszeństwa nie odmówiły mu mięśnie, kiedy już nie miał już sił na to, by zaczerpnąć powietrza. Niekiedy oprawcy okazywali skazańcowi litość i łamali mu nogi, by przyśpieszyć zgon. Albo przebijali włócznią serce.

W ten właśnie sposób umierał Pan Jezus. Co więc czujemy, gdy kontemplujemy dziś prawdę o ostatnim dniu z ziemskiego życia Jezusa? Wydaje się, że nasze myśli biegną niejako dwoma, na pozór sprzecznymi torami. Bo z jednej strony obraz Ukrzyżowanego jest przecież obrazem przerażającym, przytłaczającym, budzącym w nas trwogę, współczucie, litość. Patrząc na konającego Jezusa widzimy nie tylko śmierć człowieka, ale widzimy przede wszystkim śmierć całkowicie niezasłużoną i niezawinioną. Widzimy śmierć niesprawiedliwą. Widzimy taką śmierć, której nikt z nas doświadczyć by nie chciał i z którą zmierzyć by się nie potrafił.

Z drugiej strony jednak patrząc na Ukrzyżowanego paradoksalnie myślimy o tym, że ta śmierć była dobra. O żadnej chyba śmierci nie możemy powiedzieć, że była dobra. To brzmi przecież okrutnie i nieludzko. Ostatni dzień Jezusa był jednak dobry. Był dobry dla nas wszystkich. Zimny i bolesny cień, jaki rzuca krzyż Chrystusa na cały świat i na całą ludzkość rozświetla ewangeliczna prawda o zbawczym wymiarze tego krzyża.

Czego więc dzisiaj powinno w nas być więcej? Smutku czy może radości? Zadumy nad niezawinioną śmiercią Jezusa, czy może świadomości jej wyzwalającej i oswabadzającej nas mocy? Czy mamy dziś konającemu Jezusowi nad wyraz współczuć i głęboko ubolewać nad Jego cierpieniem, czy też może w naszych sercach powinno być więcej miejsca na pokorną i milczącą wdzięczność za Jego śmierć? Śmierć i życie, grzech i przebaczenie, wina i uniewinnienie, trwoga i pokój, żałoba i radość, mrok i światłość, klęska i zwycięstwo, upadek i wywyższenie - to wszystko zawiera się w przesłaniu o ostatnim dniu Jezusa.

Gdy wsłuchiwaliśmy się w słowa dzisiejszego tekstu kazalnego z Listu do Hebrajczyków, to mogliśmy chyba odczuć pewnego rodzaju zaskoczenie, a nawet rozczarowanie, że autor tego listu tak bardzo zwięźle, wręcz lapidarnie i niestosownie wspomina o tym wyjątkowym wydarzeniu, jakim była śmierć Jezusa.

To, co o niej tak sucho pisze na tym miejscu moglibyśmy określić teologią śmierci Jezusa. Nie znajdujemy w tym tekście, tak jak ma to miejsce w przypadku przekazów ewangelicznych, żadnych szczegółów wielkopiątkowych wydarzeń. Niczego, co mogłoby nas wzruszyć i co poruszyłoby naszą wyobraźnię. Nie wspomina on nawet o samym krzyżu. Wszystko koncentruje się tutaj wokół problematyki znaczenia ofiary Chrystusa dla nas.

Mimo wszystko jednak ten tekst, choć jak powiedzieliśmy, jest tak bardzo teologiczny, to dobrze nawiązuje do naszego sposobu myślenia o ostatnim dniu Jezusa. Bo jak zauważyliśmy, rozważania autora Listu do Hebrajczyków też biegną właśnie dwutorowo. Te słowa bowiem z jednej strony mówią o śmierci Jezusa dla odkupienia przestępstw, o jednorazowym wymiarze odkupieńczej śmierci Zbawiciela, o ofiarowaniu się Jezusa dla zgładzenia grzechów wielu. Z drugiej strony jednak zawierają one w sobie prawdę o Dobrej Nowinie, jaka jest nieodłącznie związana z krzyżem Chrystusa. Mówią one bowiem o obiecanym wiecznym dziedzictwie dla powołanych, o zbawieniu, jakie zgotowane jest wszystkim wierzącym.

Te różne sposoby myślenia o śmierci Jezusa i o Wielkim Piątku zostają więc tutaj połączone w jedną, harmonijną całość. Spotykają się tutaj śmierć i życie, potępienie i zbawienie. A wspólnym mianownikiem dla tych pozornych przeciwieństw jest prawda o tym, że Jezus jest naszym pośrednikiem, że wydał siebie samego czy też ofiarował samego siebie za nas i ze względu na nas.

Spoglądając nieco inaczej na ten tekst moglibyśmy powiedzieć, że mówi on nie tylko o tym organicznym współistnieniu życia i śmierci, potępienia i zbawienia, ale też mówi on o spotkaniu Boga z człowiekiem. O spotkaniu Boga z człowiekiem na wzgórzu Golgoty. O spotkaniu dramatycznym, ale jednocześnie przynoszącym radykalną zamianę i przemianę. My może znamy z własnego doświadczenia takie właśnie spotkania, które zmieniły bieg naszych losów, które stały się jakimś nowym początkiem w naszej życiowej wędrówce, które nas w jakiś sposób przemieniły.

To spotkanie pod krzyżem Zbawiciela dało właśnie całkowicie nowy początek światu, ludzkości, każdemu z nas z osobna. Odchodząc spod krzyża idziemy już zupełnie inną drogą, przemienieni i uwolnieni. Dźwigamy w swym życiu różne krzyże, ale z pewnością nie jest to już krzyż Golgoty. Od tego krzyża zostaliśmy raz na zawsze oswobodzeni. Krzyża Golgoty unieść byśmy żadną miarą nie potrafili.

Gdy myślimy o tym wielkopiątkowym spotkaniu Boga i człowieka, to na myśl przychodzi nam prawda o w ogóle pierwszym spotkaniu człowieka z Bogiem w raju, kiedy to rozpoczęła się historia naszego grzechu. I możemy powiedzieć, że wielkopiątkowe spotkanie człowieka z Bogiem jest całkowitym odwróceniem tego spotkania rajskiego. Bo przecież w raju pierwsi ludzie, po tym, jak sprzeniewierzyli się Bożemu zakazowi, za wszelką cenę chcieli ukryć się przed Bogiem. Uciekali przed nim. Na Golgocie Bóg na powrót w ten tragiczny sposób uciekającego człowieka odnalazł i do siebie przyprowadził. Zapoczątkowana w raju historia grzechu, śmierci i potępienia znalazła na Golgocie swój kres.

Jeden ze współczesnym teologów niemieckich w taki sposób ukazuje związki pomiędzy tymi oboma wydarzeniami. I niech te myśli będą podsumowaniem naszych rozmyślań:

Śmierć wzięła swój początek z drzewa. Z drzewa krzyża na nowo powstało życie.

Z powodu owocu drzewa ludzie zostali obciążeni klątwą. Na drzewie krzyża klątwa ta została zdjęta.

Drzewo rajskie stało się przyczyną potępienia. Drzewo krzyża stało się przyczyną usprawiedliwienia.

Z drzewa krzyża grzech człowieka rozpoczął swą wędrówkę przez świat. Na drzewie krzyża ujawnia się Boża sprawiedliwość.

Owoc drzewa stanowił obietnicę wiedzy o tym, co dobre i złe. Z drzewa krzyża pochodzi wiedza o tym, jacy jesteśmy i jaki jest Bóg.

Drzewo rajskie spowodowało podział pomiędzy Bogiem i ludźmi. Drzewo krzyża łączy ze sobą Boga i ludzi, niebo i ziemię.

Drzewo rajskie było żywe, a przyniosło śmierć. Drzewo krzyża było martwe, a przyniosło życie.

Drzewo poznania doprowadziło ludzi do upadku. Drzewo krzyża podniosło ludzi.

Z powodu drzewa rajskiego ludzie stali się tułaczami. Drzewo krzyża stało się obietnicą i kluczem do Królestwa Niebieskiego.

Amen.

dr teol. Dominik Nowak
Kazanie wygłoszone podczas nabożeństwa 6 kwietnia 2007r.
Strona była odwiedzana 2817 razy. Ostatnia aktualizacja: 10.10.2007.
© 2004 - 2017 Parafia Ewangelicko-Augsburska w Starym Bielsku.
Prosimy bez naszej wiedzy i zgody nie publikować ani w żaden inny sposób nie wykorzystywać materiałów zawartych w całym tym serwisie.
Uwagi na temat serwisu prosimy kierować do administratora.